Sopockie potoki
znikająca przyroda

śliski problem sopocki


Psie strefy

Psie strefy tym różnią się od pozostałych części miasta, że w tych pierwszych zanieczyszcza się teren niejako za przyzwoleniem (bo kupy nie są sprzątane przez właścicieli psów), natomiast chodniki, zieleńce, skrawki gruntu otaczające przyuliczne drzewa, otoczenie krzewów zanieczyszczane są wprawdzie wbrew przepisom porządkowym, jednak właściciele psów niespecjalnie się kryją z niesprzątniem brudów po swoim pupilku.

Prawie pięć lat temu (luty 2007 r.) dumnie i szumnie obwieszczano, że:

„Sopot chce być pierwszym miastem w Polsce, które upora się z problemem psich nieczystości na ulicach. Proponuje wprowadzenie od marca 14 punktów spacerowych, zlokalizowanych w całym mieście i wyposażonych w specjalne kosze i automaty do sprzątania po czworonogach. Z niezdyscyplinowanymi właścicielami psów władze Sopotu walczą od kilku lat. Nie pomagają ani akcje edukacyjne, ani upomnienia czy wysokie mandaty.” (http://sopot.naszemiasto.pl w dniu 2007-02-21: „Czyste ulice w kurorcie. Specjalne strefy dla psów”).

Oto jeden przykład takiej strefy.

Skwerek zieleni w Kamiennym Potoku z bardzo skromnie wyposażonym „placykiem” zabaw dla najmłodszych. Jednocześnie główny trakt dla pieszych pomiędzy zabudowaniami w okolicach ul. Kraszewskiego a przystankiem SKM. Będąca na spacerze babcia z jeszcze niepewnie poruszającą się o własnych siłach wnuczką ostrzega małą, która chce pochodzić po trawie: „tam nie, tam be, pieski nabrudziły”. Taki jest efekt wprowadzenia takich (rozległych) stref dla psów. Trawiasta, czyli przeważająca część skwerku, to idealny teren do zabaw i gier z piłką, czy chociażby do przebywania, pobiegania, posiedzenia latem na kocyku, grozi to jednak wdeptywaniem w często niewidoczne psie kupy. W sumie tak atrakcyjny w kontekście rekreacyjnym teren pełni rolę chodnika pomiędzy zanieczyszczonymi trawnikami.

Magistrat może pochwalić się w statystykach ilością psich stref w mieście, przy czym cały nakład finansowy sprowadza się do ustawienia kosza na psie odchody i ewentualnie na tablicę informacyjną. Czyli „odfajkowuje” sprawę. Ale na tym skwerku można by wydzielić niewielki obszar (są takie możliwości), ogrodzić go, aby można było spuścić psa ze smyczy. Gdyby w tym wyznaczonym terenie właściciele psów nie sprzątali kup, byliby narażeni na to, że sami by w nie wdeptywali. Jeżeli jednak po jakimś czasie okazałoby się, że kupy nie byłyby sprzątane, wówczas likwidowałoby się taką strefę.

"Psie plaże"

Pojawiają się propozycje utworzenia takich miejsc i w Sopocie (wzorem plaży w Gdyni-Orłowie):

„Mieszkańcy proponują trzy możliwe lokalizacje "psiej plaży". 100-metrowe odcinki wybrzeża, na które można byłoby wprowadzać psy, widzieliby przy granicy z Gdynią i przy granicy z Gdańskiem. Trzecim miejscem mógłby być 50-metrowy odcinek miejskiej plaży przy molo – między pomostem a miejscem, gdzie stoi rzeźba upamiętniająca film "Dwóch ludzi z szafą" Romana Polańskiego.”

- Sam pomysł mi się podoba, jednak projekt wymaga jeszcze uzupełnienia, choćby dwustu podpisami, z tym jednak pomysłodawcy nie powinni mieć problemu. Niemniej jednak, jakiekolwiek decyzje w tej sprawie powinny być poprzedzone merytoryczną dyskusją. Na gorąco trudno stwierdzić, czy stworzenie takich miejsc byłoby w ogóle możliwe w ten sposób, aby nie utrudniać życia innym plażowiczom - mówi Wojciech Fułek, przewodniczący sopockiej Rady Miasta.

- Jeżeli gdzieś taka strefa mogłaby powstać, to niedaleko granicy z Gdynią, czyli w miejscu, gdzie plaży raczej nie odwiedzają np. rodziny z dziećmi. Na razie jednak zbieramy opinie użytkowników gdyńskiej strefy i sopocian – mówi Magdalena Jachim, rzecznik sopockiego magistratu.

(
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Sopot-i-Gdansk-tez-wpuszcza-psy-na-plaze-n59715.html)

Odcinek plaży przy granicy z Gdynią to krajobrazowy, około stukilkudziesięciometrowy, rarytas będący częścią sopockiej plaży (jej całkowita długość wynosi ok. 4 km). „Psia plaża” w Gdyni-Orłowie jest zupełnie inna – wąski piaszczysto-kamienisty odcinek, w miarę często zalewany przez fale, tam żadnych szkód przyrodzie ani psy, ani ich właściciele nie wyrządzą. Psich kup na tej plaży jak na razie nie widać, więc – jeżeli nie są zakopywane w piasek – można powiedzieć, że właściciele psów spisują się na medal.

Co do wypowiedzi pani rzecznik sopockiego magistratu wstrzymam się od komentarza, ciśnie się jednak na usta pytanie, czy pani rzecznik zna tę plażę, czy widziała, kto np. w miesiącach letnich ją odwiedza, czy rozumie tych plażowiczów, którzy z dala od zgiełku, od zapchanych leżakami, parasolami, stolikami plaż szukają tam relaksu? Jak poczuliby się ci plażowicze, wkoło których biegałyby psy, otrząsały się obok nich z wody i piasku, obsikiwałyby przez wiele lat odradzająca się roślinność?

O ten odcinek plaży przy granicy z Gdynią chodzi:
Poza tym „psia plaża” w Orłowie jest oddalona od tego miejsca zaledwie o ok. 500 metrów i można do niej dostrzec ścieżkami zalesionej skarpy.
http://www.youtube.com/watch?v=51mj6d6Wm60

Przykład skwerku w Kamiennym Potoku pokazuje, że „strefa dla psów” to jednocześnie pomniejszenie obszaru strefy dla mieszkańców. Skwerek ten, któremu podobno jakiś czas miano nadać imię naszej słynnej żeglarki Teresy Remiszewskiej, mógłby po odkryciu płynącego pod ziemią Potoku Kamiennego (ale nie chodzi o odkryty betonowy kanał w stylu tego obok sopockich kortów, w którym przepływa Potok Babidolski), po nasadzeniu kolorowych krzewów, odpowiednich drzewek, po utworzeniu kwietników oraz oczywiście po urządzeniu ciekawych miejsc do zabaw dla dzieci (gra w piłkę, jazda na rowerku itp.)… mógłby ten skwerek stać się przyrodniczo-rekreacyjno-zabawową perełką Sopotu. Przykładów pomysłowości w urządzaniu tego typu miejsc w miastach jest w Internecie w bród.

Warto i w tym miejscu odnieść się do gęstości zaludnienia w Sopocie. Gdyby nie uwzględniać terenów leśnych (przeszło 50% powierzchni Sopotu), z których większość mieszkańców na co dzień nie korzysta, wówczas w takiej klasyfikacji Sopot najprawdopodobniej dzierżyłby palmę pierwszeństwa.




Polski Klub Ekologiczny Koło Sopockie Potoki